Dlaczego plebiscyt na książkę roku nie ma sensu?

Organizowane są co roku. Przez fachowe gazety, popularne portale książkowe i internetowe serwisy. Głosowanie na najlepszą książkę roku zawsze wzbudza duże zainteresowanie, w końcu ludzie od zawsze lubili rywalizację. W samym plebiscycie „Lubimy czytać”, oddano ponad sto tysięcy głosów.

Ludzie cieszą się, gdy zobaczą ranking dziesięciu najlepszych dzieł roku, uznając, że są one rzeczywiście najlepsze z najlepszych. Że wygrały, bo autor popisał się pisarskim kunsztem, bo były najbardziej pomysłowe. Ja jednak bardzo sceptycznie pochodzę do tego typu konkursów.

Weźmy pod lupę wspomniany wyżej „Lubimy czytać”. Ich plebiscyt jest dużym literackim wydarzeniem, a swoje głosy w nim oddaje wielu czytelników.

Jak wygląda przebieg głosowania? Zespół portalu nominuje maksymalnie dwadzieścia książek do jednej z dwunastu kategorii, kierując się wyznaczonymi przez siebie czynnikami. Do samych kryteriów nominacji nie można mieć za dużo uwag, choć ja znalazłem kilka rzeczy, które mi nie odpowiadają.

  • Nominowane są jedynie książki popularne, te, które narobiły dużo szumu w literackim świecie. Rewelacyjne, lecz mniej znane książki muszą obejść się smakiem (bo kto na nie zagłosuje, jak nikt ich nie zna?).
  • Zdarza się, że zostają wytypowane książki, które okazały się zupełną klapą, a pojawiły się na liście dzięki znanemu nazwisku.

Idea plebiscytu jest zacna – znający się na rzeczy zespół nominuje książki, a rzetelni czytelnicy dzielą się swoim głosem. Na podstawie głosowania ogłasza się laureatów konkursu. Nikt nie ma zastrzeżeń do zwycięzców – w końcu ponad sto tysięcy osób nie może się mylić.

Idea ideą, a rzeczywistość skrzeczy.

Bardzo często okazywało się się, że zwycięskie książki miały największą liczbę głosów i opinii. Nie, nie chodzi o to, że miały najlepsze oceny. Miały ich najwięcej.

Kilka książek zdobyło bardzo dobrą pozycję, mimo że na portalu bardzo mało osób zdeklarowało się, że książkę przeczytało. Przykładem jest książka Neli, dziewczynki, która podróżuje po różnych zakątkach świata. Pozycja, która z pewnością otrzymała sporo głosów, dzięki medialnej otoczce jaka była z nią związana. Nela robi super rzeczy, ale drugie miejsce w plebiscycie zawdzięcza tym, że jej osoba jest powszechnie znana i promowana. Nie jest to odosobniony przypadek. Najnowsza część Harry’ego Pottera została oceniona dość niepochlebnie, ale nazwisko J.K Rowling wystarczyło, aby „Przeklęte dziecko” zdeklasowało konkurencję.

Poza tym, jestem przekonany, że nie było nawet jednej osoby, która przeczytałaby wszystkie nominowane książki. Nic dziwnego, bo było ich naprawdę sporo, ale od razu nasuwa się jedno pytanie – skoro głosująca osoba nie przeczytała każdej startującej w plebiscycie pozycji, jakim prawem może twierdzić, że zagłosowała na najlepszą książkę? Skąd może wiedzieć, że pozostałe wytypowane lektury są gorsze od tej, na którą oddała swój głos?

Pokrótce mówiąc, tego typu plebiscyty są nierzetelne. Można sobie wyobrazić co robi potencjalny wyborca na kilka chwil przed oddaniem głosu na swojego faworyta:

  1. Wchodzi na stronę plebiscytu.
  2. Wybiera interesujące go kategorie i z czystej ciekawości sprawdza jakie książki zostały wyróżnione.
  3. Dociera do niego, że z listy dwudziestu nominowanych książek przeczytał tylko trzy.
  4. Jedna mu się nie podobała, bo autor nie potrafił odpowiednio rozkręcić akcji.
  5. Druga była OK, ale nie przypadło mu do gustu zakończenie.
  6. Trzecia okazała się super. Wyborca klika w przycisk umożliwiający oddanie głosu i… wychodzi.

Tak to wygląda moi drodzy.

 

A co, gdy książkę roku wybiera jury?

Skoro nie można polegać na czytelnikach, to może profesjonalne jury załatwi sprawę? W tym przypadku sprawa też nie ma się za dobrze. Najczęściej w skład jury wchodzą osoby, których oceny książek często nijak mają się do opinii przeciętnego czytelnika. W dodatku ciężko wyrobić sobie własne zdanie na podstawie werdyktu kilku osób. Co prawda są to fachowcy, ale nie oznacza to, że zwycięskie pozycje rzeczywiście przypadną nam do gustu. Krytytcy literaccy potrafią ocenić umiejętności pisarza i wszelkie wady i zalety jego dzieła, ale nie są w stanie przewidzieć jak na książkę zareaguje odbiorca.

Pomysł stworzenia konkursu na książkę roku jest ciekawy i zaintryguje każdego miłośnika książek. Niestety, książki to nie jest dyscyplina sportowa, tu nie da się zmierzyć czasu i określić kto wygrał. Tutaj bardziej pasuje powiedzenie „ilu ludzi, tyle opinii”. Nadal najlepszym rozwiązaniem na znalezienie dobrej książki jest czytanie recenzji i filtrowanie komentarzy innych czytelników. Wszelakie książkowe plebiscyty są dobre, pod warunkiem, że potraktujemy je jako źródło ciekawych książkowych pozycji, a nie rzetelny ranking. Można mocno krytykować akcję, ale nie można powiedzieć, że nie można znaleźć tam książki wartej przeczytania.

18 thoughts on “Dlaczego plebiscyt na książkę roku nie ma sensu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *