Szymon Hołownia – Instrukcja obsługi solniczki

„Instrukcja obsługi solniczki” to prawie pięćdziesiąt felietonów Szymona Hołowni, żywcem wyjętych z „Tygodnika Powszechnego”.

Czym jest owa solniczka i jej instrukcja obsługi? Nie jest to kolejny wymysł Unii Europejskiej, która po wydaniu bestsellerowej „Instrukcji obsługi drabiny”, postanowiła kolejny raz ułatwić nam życie. Solniczka to Kościół. Wbrew pozorom nie mają ze sobą nic wspólnego, po bliższym zapoznaniu się, z łatwością odnajdziemy wspólne cechy. Zgodnie z blurbem księdza Adama Bonieckiego, „książka absolutnie nie nabożna, jest ewangeliczną książką o miłości.” Hołownia wyznaje zasadę, że przestrzeganie kościelnej doktryny i „chrześcijańskiego prawa”, nie przybliży nas do zbawienia, a da jedyne złudne wrażenie dobrego życia. Autor stara się wyciągnąć nas z łóżek i chce, abyśmy zamiast bronić Jezusa w internecie, pokazywali go, czyniąc dobro w miejscach, gdzie go brakuje. Czyli w zasadzie wszędzie.

Hołownia pisze o sprawach, które mogą się znacznej części po prostu nie spodobać. Nie ma w nich nic bulwersującego czy obrazoburczego, chodzi głównie o to, że dziennikarz nie staje po żadnej stronie barykady. Znosi się ponad podziały. Może to spowodować, że zostanie nieprzychylnie oceniony zarówno z lewej jak i z prawej strony.

Umiejętność znoszenia się ponad spory imponuje, mimo że powinna być dla nas zwyczajnością. Hołownia wydaje się być lekko rozgoryczony, widząc jak błahe bywają powody kłótni w Polsce, podczas gdy on i jego fundacje, walczą o podstawowe potrzeby dla najbiedniejszych. Czytając jego felietony, można zdać sobie sprawę, jak bardzo odchyliliśmy się w stronę własnych przekonań, ignorując osoby o odmiennych poglądach. Autor napomina nas, przypominając, że różnice w wyznawanych wartościach, nie zwalniają nas z obowiązku miłości do bliźniego.

Przekaz Hołowni jest prosty i dobitny, co nie znaczy, że zawsze czytelny. Autor jest z pewnością człowiekiem wrażliwym, który pisząc, nie stara się ukryć targających nim emocji. Powoduje to, że pragnie wiele informacji zawrzeć w jednym zdaniu. W konsekwencji wychodzi twór, liczący zbyt dużą ilość słów, z wieloma wtrąceniami. Powoduje to, że zdanie jest trudne w odbiorze i bywa, że nie obejdzie się bez cofnięcia się i przeczytania go ponownie.

Pewną spójność tematyczną w poszczególnych tekstach da się zauważyć, jednak najczęściej są one zupełnie ze sobą niezwiązane. Ot, takie tam krótkie felietony, niewarte uwagi – można powiedzieć – jednak ich treść zdecydowanie zasługuje na przeczytanie, mimo nie do końca idealnej składni.

Obok każdego felietonu, zawarty został wytłuszczonym drukiem najważniejszy fragment z tekstu. Zabieg często stosowany w gazetach, po to, aby przyciągnąć czytelnika. Metoda ta z pewnością sprawdza się w „Tygodniku Powszechnym”, gdzie czytelnik ma do wyboru wiele publikacji i to właśnie nagłówki i wytłuszczone fragmenty będą decydować, które z nich przeczyta. Ów sposób jest jednak bezużyteczny w książce, która przez większość osób będzie przeczytana od deski do deski. Po co czytać te same zdanie dwa razy? Oprócz rozpraszania uwagi, taki zabieg nie ma ma raczej innej praktycznej funkcji.

Na szczęście publicystyka opiera się głównie na przekazie, mniej już na tym, jak ten przekaz został skonstruowany, czy czyta się go sprawnie i czy nie będzie stanowił dla czytelnika problemu. Gdyby tak nie było, Hołownia byłby na przegranej pozycji. W „Instrukcji obsługi solniczki” liczy się jednak wyłącznie opinia, opinia autora, katolika, człowieka twardo stąpającego po ziemi. Pomijając ewentualne trudności przy czytaniu, książka godna przeczytania, pisana przez chrześcijanina, choć poruszająca problemy nas wszystkich. Hołownia nie stara się nam przypodobać, zarazić nas swoim myśleniem, wręcz przeciwnie, jego słowa mają nas zaskoczyć, zdziwić, czasem nie przypaść do gustu. Nie będzie zmuszał nas do zmiany światopoglądu, ale da nam taką możliwość. Nauczy nas, jak żyć, kierując się miłością do bliźniego – sąsiada, księdza, uchodźcy, terrorysty, polityka.

Ocena 6,5/10

Szymon Hołownia - instrukcja obsługi solniczki książka

Szymon Hołownia - instrukcja obsługi solniczki recenzja

14 thoughts on “Szymon Hołownia – Instrukcja obsługi solniczki

  • Mimo sympatii do Tygodnika i do Hołowni, jakoś nie mogę się przemóc do czytania go w większych dawkach (książkowych). I chociaż nawet z tematyką mi po drodze – nienabożnie o sprawach ważnych – to obawiam się, że wymiękłabym 😉 Może właśnie dla mnie są te wtrącenia z najważniejszymi fragmentami tekstu? Przeglądnę w księgarni!

  • Myślę, że to tytuł najbardziej zachęca do przeczytania. Tajemniczy i z pozoru absurdalny… Czyli najlepsze co może być!

  • Swego czasu dość dużo publicystyki Hołowni czytałem i… mam wobec niego bardzo mieszane uczucia. Szanuję to, co robi w ramach swoich fundacji, nie odmawiam mu głębi przeżywania wiary, ale… ujmijmy to tak: jego sól jest jak dla mnie czasem zbyt rozwodniona. Ja jego pisarstwo odbieram bardziej jako skierowane do ludzi spoza Kościoła, niż dla samych chrześcijan. I o ile samo w sobie nie jest to niczym złym – a wręcz mogłoby być pożądane – to według mnie on nie tyle chce im przedstawić Boga, co raczej pokazać, że chrześcijaństwo może być fajne. A to jednak trochę mija się z celem, zaś jemu samemu przyniosło tylko klęskę w tzw. mediach głównego nurtu.

  • Przyznaje, że tytuł bardzo chwytliwy. O ile kupuję Hołownie w krótkich wypowiedziach, o tyle w długich trochę ciężej, choć nie odmawiam mu szkachetnego celu przekazu.

  • Niestety, nie mam w sobie aż tyle sympatii do Hołowni żeby sięgnąć po jego felietony. Po Twojej recenzji wydaje mi się jednak, ze mogą być czymś w stylu religijnego głosu rozsądku 😉

  • Nie jestem fanem Hołowni, bo mam go od zawsze za kogoś, kto jest na tyle zaangażowany w ideologii, że nie da się od niego usłyszeć czegokolwiek, co nie byłoby Bogiem czy innymi tego rodzaju zabawami. Nie sądzę, żebym odnalazł w jakiejkolwiek z jego publikacji odnalazł coś ponad to.

  • Bardzo chwytliwy tytuł! Mi w sumie Hołownia kojarzy się głównie z krótkimi żarcikami z czasów, kiedy jeszcze zdarzyło mi się obejrzeć „Mam talent” i w sumie to nie jestem przekonana, czy jestem gotowa na więcej 😀

  • Jeszcze dobrych kilka lat temu lubiłam sięgać po felietony z Tygodnika Powszechnego – jakoś mi później umknął w czasie, z chęcią sięgnęłabym po tę publikacje – zobaczyć co w trawie piszczy ?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *