BookTube wygryzie blogerów książkowych?

YouTube istnieje już ponad dziesięć lat, ale przez długi czas nikt nie wpadł na pomysł, aby opowiadać w tym serwisie o swojej pasji do książek. Ostatnie kilka lat było jednak przełomowych i doprowadziło do powstania wielu kanałów, w których głównym tematem jest literatura. Dodam, że autorzy tych kanałów myślą o nagrywaniu na poważnie, a wyścig o profesjonalizację filmów i coraz częstsze pojawianie się w social mediach, sprawiają, że „BookTuberzy” stanowią już poważną armię.

BookTube czy YouTube?

„Książkowi” mają to do siebie, że często starają się stworzyć zamkniętą grupę, odcinającą się od osób z innymi zainteresowaniami. Dlatego też osoba nagrywająca o książkach jest często nazywana BookTuberem, zamiast standardowo – YouTuberem. Sami autorzy przyjęli tą nazwę i afiszują się z tym określeniem na prawo i lewo. Nietypowe zjawisko, ale pokazujące, że vlogerzy nie zawsze mają chęć solidaryzować się z innymi twórcami z tego serwisu, zwłaszcza o odmiennej tematyce. Rozumiem to, w końcu blogerzy zachowują się podobnie. To wbrew pozorom, nie pokazuje naszego odosobnienia, a raczej silne zaangażowanie w to co robimy.

Więc jak? Którzy popularniejsi?

Jednym z najpoczytniejszych blogów literackich jest ten Rafała Hetmana – CzytamRecenzuje.pl. W zakładce współpracy, wspomina, że na jego blog miesięcznie zagląda ponad 40 tysięcy czytelników. Podobnymi, a nawet lepszymi wynikami, może się pochwalić wiele nagrywających osób. Maja.K, niewiele starsza ode mnie dziewczyna, na swoim kanale zgromadziła już prawie 40 tysięcy widzów, a jej wszystkie filmy zostały odtworzone ponad trzy miliony razy. Patrząc na te i podobne wyniki, można stwierdzić, że najlepszym rozwiązaniem byłaby migracja wszystkich blogerów do YouTube’a. Nie byłby to jednak dobry pomysł. Dlaczego?

BookTube blog książkowy

BookTube to nie samo co blog.

No właśnie. Podobna tematyka nie ma tu zbyt wielkiego znaczenia. Może posunę się zbyt daleko, ale porównywanie obu wyżej wymienionych terminów, jest jak stawianie na jednej linii książki i jej ekranizacji. Jedni wolą wziąć do ręki książkę, inni preferują spoglądanie w ekran monitora, co niektórzy wybierają oba rozwiązania. Nikt jednak nie wkłada ich do jednego worka.

Przeprowadzono kiedyś badania, które wykazały, że profesjonalne blogi literackie odwiedza jedynie mały odsetek osób niepełnoletnich. Zupełnie inaczej ma się sprawa na YouTubie. Tutaj prośby o pozdrowienie w kolejnej produkcji i pełne uwielbienia zwroty do autorów, są na porządku dziennym. I nie mówię tego ze złośliwości, ale staram się przedstawić prawdziwe realia i udowodnić, że młodsze osoby są pokoleniem dźwięku i obrazu, co nas blogerów, stawia w niekorzystnej sytuacji. Jedynym rozwiązaniem jest chyba uzdrowienie służby zdrowia i przedłużenie życia osobom starszym.

Oba te światy różnią się także, a nawet przede wszystkim, formą. Na blogach spotykamy przemyślane i pełne „wyrachowania” teksty, vlogerzy oprócz recenzji w formie wideo, nagrywają również czytelnicze wyzwania i  luźniejsze materiały. „Booktube” opiera się bardzo mocno na autorze i to często dla niego przychodzą odbiorcy. Tymczasem standardowy bloger przyciąga ludzi wyłącznie swoją treścią, a przynajmniej tak się dzieje na początku.

Należy dodać, że sukces na blogu, nie zawsze przekłada się na oglądalność na YouTubie. Nie każdy jest jak Olga z Wielkiego Buka, potrafiąca zjednać sobie ludzi na obu platformach. Umiejętnie dostosowała zarówno blog jak i kanał do przeciętnego widza.

Książki Sportowe oraz Wyliczanka – blogi pisane w fachowy sposób, jednak niecieszące się zbyt dużą popularnością na YouTubie. Wspomniany wcześniej Rafał Hetman również odbył już tam swoją przygodę, ale dosyć szybko zaprzestał. Próba zbliżenia blogosfery i „BookTuba” na razie nie kończy sukcesem.

Twierdzę, że blogerzy jak i vlogerzy traktują często swoje drugie źródło przekazywania informacji, trochę gorzej niż to główne, to, nad którym pracowali dużo dłużej. Wyjątkiem jest oczywiście Wielki Buk, który równomiernie rozkłada siły i swoje „dzieci” stawia na równi. Wielu vlogerów również prowadzi własne blogi, często jednak są one marnym dodatkiem, a wpisy różnią się poziomem od blogów literackich z górnej półki. Nie każdy, kto świetnie czuje się przed kamerą, posiada dar pięknego pisania i na odwrót.

Nie będę porównywał tempa profesjonalizacji blogosfery i „BookTuba”, ponieważ jest on stosunkowo podobny. Fakt, że potencjalni czytelnicy i odbiorcy robią się kapryśni, mobilizuje twórców do intensywnej pracy i przynosi dobre efekty obu stronom.

BookTube blog książkowy

 

Werdykt.

Własna domena jest z pewnością bardziej satysfakcjonująca dla autora niż założony w kilka minut kanał na YouTubie. Jednak to odbiorcy będą decydować o tym, gdzie zamierzają dowiadywać się o wydawniczych nowościach. Nadchodzi pokolenie, które na co dzień obcuje z obrazem, więc jest szansa, że słowo pisane straci na wartości. Mam nadzieję, że znajdą się i tacy, którzy pozostaną wierni literkom umieszczonym na białym tle. Mimo, że zarówno blogi jak i vlogi szybko się rozwijają ( i kto wie, może w przyszłości będą dla niektórych źródłem dochodu), nadal są bardzo młode. Obecnie przeżywają okres dojrzewania, a my czekamy, co z nich wyrośnie.

Co jest pewne?

  • Blogi książkowe i vlogi o literaturze na YouTubie, na razie zbyt się różnią, by mówić o konfrontacji. Obecnie nie konkurują ze sobą, ale stanowią dla siebie alternatywę.
  • Przyjdzie czas, że każdy bloger piszący w internecie, będzie musiał spróbować swoich sił przed kamerą. Nie zrobi to tylko z tego powodu, że odkrył w sobie dar publicznego przemawiania i czerpie przyjemność z montowania filmów, ale także z innego prozaicznego powodu – YouTube jest potężnym rynkiem zbytu.

 

 

 

 

 

46 thoughts on “BookTube wygryzie blogerów książkowych?

  • Bardzo ciekawy wpis 🙂 Ja sama zdecydowanie jestem zwolenniczką blogów, wolę odwiedzać właśnie je, niż oglądac kolejny przegadany film na Youtube. Jesli chodzi o subskrybentów i oglądalność, to biorąc za przykład mnie, można uznać, że spora częśc obserwatorów gdzieś tam kiedyś kliknęła ten magiczny przycisk „subskrybuj” po czym…. o istnieniu kanału zapomniała 😀 Oglądam sporo rzeczy na youtubie, na prawdę, potrafię spędzić tam dużo czasu, ale o dziwo mimo iż jestem molem książkowym, booktube to ta część internetu którą omijam szerokim łukiem. No! Oprócz Olgi 😉

  • Myślę, że zawsze będą zwolennicy i jednej i drugiej formy. Ktoś będzie wolał przeczytać recenzję na spokojnie, ktoś inny obejrzeć ją w formie filmu, a są też osoby takie jak ja, które stawiają obie te formy na równi. Sama założyłam w tym roku kanał na YouTube, ale mam wobec niego pewne plany, zakładające, że nie będzie to typowo książkowy kanał, choć w tym momencie głównie taki może się wydawać.

    Przede wszystkim nie każdy chce pokazać twarz światu. A już na pewno nie w formie filmu, gdzie mniej można ukryć. Dlatego blogi książkowe wciąż będą miały mocną pozycję. A patrząc na sam YouTube, nie wiadomo do czego doprowadzą zmiany w algorytmach i zarabianiu tej platformy. Jest obawa, że ludzie masowo będą stamtąd odchodzić. A blog będzie stał na własnej domenie dopóki będziemy za nią płacić.

  • Hah. Lol.
    „Przyjdzie czas, że każdy bloger piszący w internecie, będzie musiał spróbować swoich sił przed kamerą. Nie zrobi to tylko z tego powodu, że odkrył w sobie dar publicznego przemawiania i czerpie przyjemność z montowania filmów, ale także z innego prozaicznego powodu – YouTube jest potężnym rynkiem zbytu.”
    Nie. Absurd. Kompletny.
    Nie wszyscy zechcą, nie każdy będzie musiał, nie każdy spróbuje, nie każdy się do tego nadaje., nie każdy tak lubi. Filmy nie wyparły książek, to i jutub nie wyprze tekstu.

    • Oczywiście, nie miałem zamiaru niczego generalizować. Miałem tu oczywiście na myśli, że YouTube jest dobrym miejscem do poszerzenia widowni.
      Po drugie, filmy podobnie jak i sam YouTube, przyczyniają się do zmniejszenia czytelnictwa. Fakt niepodważalny. Słowa pisanego całkowicie nie wyprą, ale nie da się ukryć, że obraz jest na tyle kuszący, że przyciąga do siebie bardzo dużo ludzi. Kosztem książek.

      • Na jakiej podstawie stwierdzasz niepodważalność tego faktu?
        Mam uwierzyć, że ludzie, którzy pochłaniali kilogramy książek miesięcznie i uwielbiali to (albo czytali z przyjemnością choćby i dwie rocznie) przestali to robić, bo wykupili netflixa?
        To tak nie działa.
        Jeśli rozmawiamy ogólnie – to w najgorszym wypadku osoby niechętne do czytania ze zrozumieniem przerzucą się na oglądanie bez zrozumienia, bo kolorowo i stron nie trzeba przewracać. Pooglądają coś, to pooglądają, ale nie szalałabym z założeniem, że jakby im odciąć możliwość odtwarzania filmów, to głodni emocji rzuciliby się na czytanie. Raczej by tak nie było.

        • Szanuję Twoje zdanie i dzięki, że się wypowiedziałaś, choć nie jestem w stanie się z Tobą zgodzić. Według mnie filmy sprawiają, że ludzie lekko się rozleniwiają, obraz jest zawsze „wygodniejszy” dla umysłu i nie wymaga tyle skupienia co uważne czytanie.
          Gdyby mi odcięli dostęp YouTuba lub do wspomnianego przez Ciebie Netflixa, z pewnością czytałbym jeszcze więcej. A tak, poświęcam czas na obie przyjemności.
          Pozdrawiam!

        • Film jest zupełnie innym środkiem przekazu niż książka. Cecha wspólna jest taka, że opowiadają historie. Ale oglądanie filmów oraz czytanie książek chyba się nie wyklucza 😉

  • Pierwszy raz słyszę o BookTube i zgadzam się z Tobą, że raczej nie doprowadzi do zniknięcia blogerów książkowych. Ci i tak piszą bardziej z pasji niż dla zysku. Wymienione w tekście blogi to pojedyncze przypadki popularnych blogów książkowych, podczas gdy ogromną większość stanowią małe lub bardzo małe blogi. Moim zdaniem, w przeciwieństwie do np. tematów lifestylowych, kulinarnych itp. blogerzy książkowi piszą przede wszystkim dla siebie, a nie dla czytelników. Ale to tylko moja obserwacja, która niekoniecznie musi być zgodna z prawdą :D.

  • Tak jak wideo zabiło gwiazdy radia, tak YT (BT?) może zabić czytelnictwo blogów książkowych. Ale radio nadal istnieje, książki nadal są czytane, wiec i blogi będą miały swoich fanów, choć pewnie mniej.

  • Mimo wszystko, bardziej przekonuje nas tekst pisany, bo o ile niektóre kanały faktycznie niosą ze sobą jakąś wartość, to niektórzy robią z siebie, powiedzmy sobie szczerze, klauny w cyrku, ku uciesze publiki.

  • U mnie numer z vlogiem po prostu by nie przeszedł. Kompletnie nie widzę siebie w takiej odsłonie. Lubię pisać, operować słowem na papierze lub klawiaturze, ale mówca ze mnie marny. Piszę przede wszystkim dla siebie, ogrom wyświetleń na szczęście nie jest mi potrzebny. Tak że… Ja z pewnością zostanę przy słowie pisanym. 🙂

    • Najgorzej będzie wtedy, gdy blogi będą miały tak mały zasięg, że bez urozmaicenia form przekazu, ciężko będzie pozyskać czytelników. Dużo osób założyło już kanał, nie tylko jako uzupełnienie, ale także dodatkowe źródło zasięgu.

  • Bardzo dobry i sumienny wpis. Co prawda blogerem książkowym nie jestem, ale czytam ich sporo. Sama bardzo lubię zagraniczne kanały o książkach, jednak nie gardzę też dobrą recenzją i jak szukam informacji o ciekawej książce to zaczynam właśnie od pisanych recenzji, filmy oglądam po przeczytaniu książki. Dlaczego? Bo lubię słuchać jak inni ją oceniają i co czuli gdy czytali to co ja. Czasem też mają mega ciekawe argumenty i tezy. Szczerze mówiąc najlepszym rozwiązaniem jest pisać bloga i nagrywać. Oczywiście nie każdy się w tym widzi, ale dzięki temu można zyskać większy zasięg.

  • Ostatnie zdanie dla mnie w punkt. I nie tylko dotyczy bloggerów książkowych. Wszystkich. A grupa docelowa na YouTube powoli dorasta i będzie miała ochotę na poważniejsze treści.

  • Dobrze wiedzieć o tym zjawisku. Myslę że to wszystko będzie ze sobą współistnieć bo wątpię żeby ludzie przestali lubić książki na papierze. Miłej niedzieli

  • YT i blog to dwa najczęściej odrębne światy. Tak, jak piszesz, dla dwóch kompletnie dwóch grup użytkowników internetu. Najlepiej jest łączyć obie opcje dla zwiększenia ilości czytelników/słuchaczy 🙂 Albo dopasować do swoich możliwości. Nie każdy czuje się dobrze przed kamerą, inni sadzą błędy ortograficzne 😉

  • Youtube bardzo wciaga. Zlapalam sie na tym, ze teraz nie korzystam prawie z telewizji, a jak chce obejrzec jakis program to siegam wlasnie do youtuba. Wiekszosc ogladanych przeze mnie programow znajduje w sieci i ogladam wtedy, kiedy mam czas. O ile to bardziej wygodne! A recenzji bardzo lubie sluchac, traktuje je jak radio 🙂

  • Dziękuję ślicznie za takie miłe słowa – ogromnie się cieszę, że doceniłeś zarówno mój blog, jak i kanał. Dla mnie pisanie o książkach i dzielenie się emocjami na kanale to sama radocha i największe szczęście, jeśli kogoś zachęcę do czytania.
    No a mój entuzjazm miejscami przerażający – musi być. 😀 Nie umiem marudzić i smęcić, kiedy mówię o tym co kocham najbardziej. 😀
    Serdeczności!

  • Czytuję blogi książkowe i czasem oglądam tzw. vlogi. Zdecydowanie wolę blogi. Vlogerzy to bardziej showmani, więcej w tym autopromocji niż książek, a nie tego szukam w recenzjach książek. Trudno w ogóle polecanki książkowe na youtube uznać za recenzje – to właśnie polecanki, nic więcej.

  • A mnie YouTube przekonuje. Subskrybuję całkiem dużo książkowych kanałów. Co nie znaczy, że nie czytam blogów. Nie widzę u siebie preferencji, nie potrafię wybrać między literami i wideo. Szukam po prostu dobrej treści, interesującej osobowości. Niekoniecznie podobnego gustu, bo od wielu lat czytam blog Olgi z Wielkiego Buka, oglądam ją również odkąd założyła kanał, mimo że Olga lubuje się w literaturze grozy, za którą ja nie przepadam. Różnica między blogami i vlogami jest dla mnie taka, że zdecydowanie częściej zawodzę się na tekstach pisanych 😉

      • Nie chciałam być złośliwa. Jak w każdej pracy znajdą się ludzie oddani, którzy wiedzą co robią i robią to dobrze oraz tacy, którzy na wyższy poziom mogą jedynie z rozmarzeniem popatrzeć.

        • To prawda. Jest jednakże trzeci rodzaj osób. Są to ludzie, którzy mogli by wskoczyć na wspomniany przez Ciebie poziom, ale im się nie chce. Wolą powtarzać wciąż te same błędy. Mimo, że mają możliwości rozwoju, nie wykorzystują ich. Aż się biblijna przypowieść o talentach przypomina…

  • Czy nie uważacie, że jest jakiś paradoks w tym wieszczonym „wyparciu blogów pisanych przez YT”? Mam rozumieć, że ludzie, którzy KOCHAJĄ czytać, wolą obejrzeć film z recenzją książki, niż PRZECZYTAĆ tą recenzję? Nie widzicie tu logicznej sprzeczności?

    • Paradoks polega na tym, że pewna myśl czy idea jest wyrażana w sposób sprzeczny z powszechnie przyjętym mniemaniem, co często prowadzi do dziwnych, ale zaskakująco prawdziwych wniosków. Tu jest podobnie. Osoby, które nałogowo czytają, przerzucają się na filmy. Co to spowodowało? Nie wiem, może lenistwo, oglądanie filmów jest wygodniejsze niż czytanie. Bo nie przechodzi mi przez myśl, że nagle poziom twórców recenzji aż tak się obniżył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *