Tłumacz literacki – najbardziej niedoceniany zawód świata

Wiadomo nie od dziś, że jednym z najbardziej szanowanych zawodów jest strażak. Gasi pożary i zdejmuje niesforne koty, które nie chcą zejść z drzewa przy domowym ogródku. Każdy zauważa ich obecność, gdy mijają nas, pędząc na sygnale. Dzięki temu, że przysługują się społeczeństwu, są szanowani i podziwiani. Jednak ja mam zamiar przedstawić inny zawód, który również istnieje, aby ludziom żyło się lepiej. Choć w tym przypadku powinienem powiedzieć „aby czytało się lepiej”. Mowa oczywiście o tłumaczu literackim.

Czytaliście „Niezgodną” Veronici Roth? Mogę śmiało powiedzieć, że książka jest bardzo dobra. Duża część czytających twierdzi podobnie, ale ile osób czytało ją w wersji oryginalnej? Garstka, pozostali trzymali w ręku „Niezgodną” przełożoną przez Daniela Zycha. To on decydował o doborze odpowiednich zwrotów i wszystkich zabiegach, które pomogły nam w właściwym odebraniu książki. Całokształt jego pracy, został „doceniony” wzmianką na drugiej stronie książki.

Sytuacji tłumacza w Polsce nie poprawia fakt, że jego wysiłku nie doceniają nie tylko księgarnie, ale co gorsze – nawet same wydawnictwa! Postanowiłem sprawdzić, w ilu księgarniach nazwisko „Zych” widnieje przy opisie przekładanej przez niego książki. Przeanalizowałem dziesięć następujących księgarni.

– Lideria.pl                                                               Tłumacz literacki ile zarabia

– Tania Książka.pl

– Gandalf.com.pl

– Świat Książki.pl

– Aros.pl

– Bookmaster.pl

– Merlin.pl

– Nieprzeczytane.pl

– LoveBooks.pl

– Ravelo.pl

Nie spodziewałem się, że wynik będzie aż tak przytłaczający. Okazało się, że tylko księgarnia „Tania Książka”, zamieszczała w opisie sprzedawanej pozycji, nazwisko tłumacza.

Pozostałe przytoczone sklepy, oprócz krótkiej zapowiedzi i podstawowych informacji, nie umieściły szukanej przeze mnie informacji.

O tłumaczach literackich słyszy się naprawdę rzadko, dlatego postaram się przybliżyć i scharakteryzować to rzemiosło, bez którego nie utrzymałby się czytelniczy rynek. Prześledziłem wiele wywiadów i przeczytałem dziesiątki artykułów, aby merytorycznie przygotować się do tego zadania i w pełni przedstawić wszystkie zagadnienia, dotyczące tej profesji.

Tłumacz literacki – kto to taki?

Aby zostać tłumaczem literackim, nie trzeba specjalnych przygotowań czy zdania niesamowicie trudnych egzaminów. Wystarczy znać odpowiednio język, z którego chce się przekładać. Proste. Co innego, gdy chce się zostać… dobrym tłumaczem. Wtedy przydatne będą odpowiednie predyspozycje, szczególnie lekkość pióra i wyczucie stylu przekładanego dzieła. Z pewnością pomocne okażą się studia filologiczne.

Tłumacz literacki bardzo często jest „wolnym strzelcem”, to znaczy nie ma stałej pracy i wynagrodzenia, a jego źródłem dochodu są dorywcze prace od zleceniodawców.

„Stowarzyszenie tłumaczy literatury” sportretowało nam typowego tłumacza, ukazując jasne i ciemne stron jego pracy. Ich tekst jest bardzo pomocny dla osób, które zamierzają wiązać się z tym zawodem.

Zalety i wady bycia tłumaczem literackim.

Nie można ukrywać, że na pracę tłumacza książek decydują się osoby, które lubią kontakt z literaturą i nie mają problemów z biegłym posługiwaniem się językiem ojczystym. Osoby stroniące od lektur, wchodzą często w rolę tłumacza przysięgłego. Oczywiście, głównym powodem nie jest tylko niechęć do słowa pisanego, ale też znaczna różnica płac.

Praca tłumacza jest elastyczna, ale nie oznacza to, że pracuje on wtedy, gdy mu się podoba. Zleceniodawcy umawiają się z tłumaczem na określony termin, a ten, musi ukończyć przekład przed jego upływem. Elastyczność tej pracy polega na tym, że może ją przerwać w dowolnej chwili, choć jak mawia Piotr Grzegorzewski – ” I tak muszę ten wolny dzień odrobić w sobotę lub w niedzielę. Zdarza mi się też pracować w święta, a nawet podczas wyjazdów wakacyjnych. Już dawno temu zrozumiałem, że termin „wolny zawód” w istocie nie ma nic wspólnego z wolnością”.

Do zalet tego zawodu należy też dodać z pozoru błahy, ale dla tłumacza literatury istotny powód, jakim jest satysfakcja z własnej pracy. Najzwyczajniej w świecie, robią to co kochają.

Tłumacz kocha książki, choć one nie kochają jego. Jedyną nagrodą za mozolne przekładanie strona po stronie, jest jedynie krótka wzmianka. Czasem jest ona bezpośrednio pod tytułem, choć co niektórzy szczęśliwcy otrzymują osobną stronę tylko dla siebie. Gdyby tylko nie była pomijana przez większość czytelników…

Każdy tłumacz musi zmierzyć się z odwiecznym problemem – czy zmieniać (a jeśli tak to na ile) treść książki? Piotr Grzegorzewski zapytany o to w wywiadzie, odpowiedział, że teoretycznie nie powinno się tego robić, choć i od tej zasady są wyjątki. Najczęściej zmiany w przekładzie dokonywane są wtedy, gdy w tekście występują błędy rzeczowe.

Kolejnym utrapieniem, które męczy każdego literackiego tłumacza są (kto by się spodziewał?) pieniądze, a konkretnie ich niedobór.  To powoduje, że część tłumaczy decyduje się na dodatkowe zajęcie, aby uzupełnić puste miejsca w portfelu. Ogólnie rzecz biorąc, o zarobkach tłumacza można dyskutować godzinami, a o rozliczeniach ich pracy – napisać cały cykl książek.

Polski tłumacz literacki ma gorzej.

To prawda, mimo, że jego praca niczym nie różni się od tej, którą wykonują jego koledzy po fachu, w innych europejskich krajach. Za 1800 przetłumaczonych znaków, tłumacz w Belgii dostaje ponad 30 euro. Jego wcale nie głupszy kolega z Polski – niecałe 6 euro. Dodatkowo, w wielu krajach istnieje organizacja, funkcjonująca podobnie jak ZAiKS. Tłumacze dostają dodatkowe pieniądze, gdy ich przekład jest wypożyczony w bibliotekach. Polak w tym czasie, aby otrzymać pieniądze, musi pracować nad kolejnymi arkuszami.

Ile zarabia tłumacz?

Przeciętny tłumacz otrzymuje zapłatę od objętości. Dostaje on określoną liczbę pieniędzy za jeden arkusz, który liczy około 22 stron. Tempo uznawane przez agencję tłumaczeń za standardowe, wynosi 5-6 stron dziennie. Obliczono, że tłumacz przekłada średnio 6 arkuszy miesięcznie. Po dodaniu dni pracujących i odjęciu tych wolnych, da się obliczyć, że literacki tłumacz z trudem wyciąga średnią krajową. Opłacalny zawód? Nie oszukujmy się… Dołujący jest także fakt, że tłumacz nie ma realnych szans na zwiększenie swojego wynagrodzenia. Jedyną przewagę jaką mają renomowani fachowcy nad nowicjuszami, jest większa ilość zleceń.

 

Los nie oszczędza tłumaczy. Wynagrodźmy to im starając się, aby ich nazwiska istniały w internetowych księgarniach, a zwłaszcza w wydawnictwach. To piękny i potrzebny zawód, bez którego nie bylibyśmy w stanie przeczytać większości pięknych dzieł. Jak na razie o tłumaczach mówi się tylko przy wielce nieudanych przekładach.

Warto pamiętać, że patronem tłumaczy jest św. Hieronim, a dzień tłumacza przypada 30 września.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

27 thoughts on “Tłumacz literacki – najbardziej niedoceniany zawód świata

  • Zawsze się denerwuję, gdy nie mogę znaleźć info o tłumaczu. Czasem nawet ciężko znaleźć informację, że tłumaczenie nie jest z oryginału, tylko z przekładu….

  • Ja doceniam ten zawód, wydaje mi się piękny, niesamowity i wykonywany przez genialne jednostki! Oglądałam kiedyś film dokumentalny o G. Grassie, w którym jedną ze scen było jego spotkanie z tłumaczami na różne języki, na którym dyskutowano o konkretnych słowach, co autor chciał przekazać, z czym dane wyrażenie miało się autorowi kojarzyć. Urzekło mnie to.

  • Niedoceniany tłumacz? – nie przeze mnie! BARDZO tłumaczy literackich doceniam i zdaję sobie sprawę z tego, że ogromna część sukcesu książki w danym kraju zależy od tłumacza! (chociaż po „50 twarzy Grey’a ” stwierdzam ze smutkiem, że Polacy zapomnieli już co to język literacki).

    …Ale że „Okazało się, że tylko księgarnia „Tania Książka”, zamieszczała w opisie sprzedawanej pozycji, nazwisko tłumacza.”- tego nie wiedziałam, nie zwróciłam uwagi i…..zszokowało mnie to!
    Moim ukochanym tłumaczem jest śp. Nikolas Chadzinikolau. Za genialne tłumaczenie uważam też polską wersję Harry’ego Pottera przełożoną przez Andrzeja Polkowskiego, no i mega trudne zadanie miała Irena Tuwim z „Kubusiem Puchatkiem” – aby przełożyć te genialne teksty i powiedzonka 🙂

    Tłumacz literacki to wymagający ale i niewdzięczny zawód- miałam na studiach translatorykę- tego się uczy, ale chyba każdy -mimo świetnego nauczyciela- stwierdził, że nie chce się tym zajmować – po opowieściach nauczyciela o tym zawodzie 🙂 jak piszesz; kasa tak marna że lepiej iść pracować na produkcję (dobra, tego określenia użyłam ja) i tak naprawdę dziś wydawanie książki to biznes jak każdy inny – ma być szybko. Nasz nauczyciel, który jest tłumaczem mówił nam, że aby książkę naprawdę dobrze przełożyć, powinno się przetłumaczony tekst odstawić i przeczytać go raz jeszcze nie wcześniej niż za kilka miesięcy- a najlepiej pół roku; wtedy patrzy się na tekst zupełnie inaczej, świeższym okiem, możliwe jest wykrycie błędów, poprawienie go. Ale nie w polskich warunkach! Kaman, text ma być oddany w ciągu 1-3 mies. Smutne to, że pieniądz tak zamydla ludziom oczy i ograbia świat z piękna.

    Ps. Jeśli chcesz docenić piękno tłumaczenia, polecam Ci bardzo przeczytać książkę „Grek Zorba” (na blogu u mnie znajdziesz recenzję z cytatami- może Cię to zachęci :)) bo ciekawostką jest, że ten genialny tłumacz, Chadzinikolau, był Grekiem tłumaczącym na polski grecką literaturą klasyczną i beletrystykę 🙂

    • O „Greku Zorbie” słyszałem, nawet podręcznik do języka polskiego zachęca do zapoznania się z tą książką. Co do przekładu „Kubusia Puchatka”, to również jestem pod wrażeniem, szczególnie umiejętnie dopasowanego do polskich standardów tytułu. Tak naprawdę powinien on brzmieć „Fredzio Phi Phi”(straszne).

  • Przyznam szczerze, że sama nie zastanawiałam się jakoś bardzo nad wysiłkiem tłumaczy aż do momentu, kiedy trafiłam na książkę przetłumaczoną naprawdę fatalnie. I uwierzcie mi, nie mam na myśli słabego tłumaczenia a takie, które ciężko było zrozumieć.
    Wracając do tematu jestem pełna podziwu dla pracy tłumaczy i wydaje mi się nie do pomyślenia, żeby księgarnie i wydawnictwa nie umieszczały informacji na ich temat. W każdym zawodzie można być rzemieślnikiem i artystą i tutaj jest to szczególnie widoczne. Dobre tłumaczenie po prostu „robi robotę” 🙂
    Życzę całej tej grupie zawodowej jak najlepiej i trzymam kciuki za poprawę warunków ich pracy.
    Pozdrawiam ciepło!

  • Od jakiegoś czasu zdaję sobie sprawę, że za język nie jest odpowiedzialny sam pisarz, ale tłumacz właśnie. W książkach bardziej młodzieżowych często zauważam okropne kalki językowe wynikające z nieznajomości slangu. Wygląda to mniej więcej jak bezpośrednie tłumaczenie memów(„legitymacyjne”, „blisko wystarczająco” itd.)
    Dlatego oglądam filmy i seriale w oryginale, jeśli mam taką możliwość. Inaczej tracę gry słowne. Do książek jeszcze trochę mi brakuje, bo nie mogę się skupić zbyt długo.

  • Moja przyjaciółka jest tłumaczką literatury, więc niejako znam temat z autopsji, bo wiem, z czym się boryka. Ale uwielbia to, to jej pasja, i naprawdę w każdą książkę wkłada mnóstwo pracy. Czasami, gdy nad czymś utknie, debatujemy nad jakimiś nie do końca zrozumiałymi fragmentami tekstu, gdy albo nie do końca wiadomo, co autor miał na myśli, albo jak to właściwie nazwać po polsku. Często musi doczytać jakieś inne dzieła albo zrobić naprawdę porządny research na dany temat, żeby wiarygodnie oddać treść oryginału. Podziwiam ją, bo ja chyba nie miałabym aż tyle cierpiliwości. To bardzo wymagająca praca, i tak, jak piszesz – nie wystarczy dobrze znać język obcy, trzeba też „czuć” język polski na zupełnie innym poziomie. Trzeba po prostu trochę też być pisarzem. Dobrze chociaż, że w Polsce postrzeganie tłumaczy literackich zaczyna się powoli zmieniać (chyba) i pojawiają się na przykład nagrody także dla nich, na przykład Nagroda Translatorska dla Tłumaczy Kapuścińskiego czy Angelus dla tłumacza. Ale to, że księgarnie (a nawet sami wydawcy) należycie nie honorują pracy tłumacza, to naprawdę przykre…

  • Fakt, zawód niedoceniany przez większość. Ja się przyznam, że doceniam. Zawsze mnie to intrygowało, ten zawód bardzo mi się podobał. Przecież tłumaczenie tekstu ma wpływ na jego odbiór przez czytelnika – każde tłumaczenie jest swoistą interpretacją tekstu… 🙂

  • Tłumacze są współautorami dzieła. Byłoby dobrze, gdyby ich nazwiska zawsze znajdowały się na okładce, pod nazwiskami autorów. Mam na myśli głównie literaturę piękną. Oddanie powieści poprzez język często wiąże się z pewnego rodzaju napisaniem jej na nowo. Tym trudniejsze, że pracując, należy pamiętać o psychicznej zależności z autorem i że nie przejmuje się do końca odpowiedzialności za opowieść. Z jednej strony to wyzwalające, a z drugiej męczące.

    Rozmyślając nad wolnością tłumaczy oraz o granicach, za którymi kończy się „tylko” tłumaczenie, a zaczyna oryginalne dzieło (bo jak było np. z przekładem „Kubisia Puchatka” Ireny Tuwim?), wpadłam kiedyś na pomysł takiego „tłumaczenia kreatywnego”, w którym tłumacz przejmowałby stopniowo kontrolę nad opowieścią, aż w końcu zmienił zakończenie. Nieprofesjonalne, ale mnie bawi i kusi .

    Ciekawy blog, będę zaglądać, pozdrawiam!

  • Zastanawiałam się kiedyś, czy jako anglistka zakochana w książkach nie wybrać zawodu tłumacza. Ale znając powyższe realia, zrezygnowałam szybko z tej ścieżki kariery. Bardzo to smutne, że ten wartościowy i potrzebny zawód nie cieszy się należnym mu prestiżem.
    PS „Pięćdziesiąt twarzy Greya” w oryginale jest jeszcze gorsze ;).

  • Ciekawy temat!

    Ja zacząłem się nad tym zastanawiać, kiedy zacząłem czytać polskie wersje twórczości E Tolle, które znacznie się różniły od oryginału. Myślę, że wyczucie istoty tematu i zrozumienie co miał autor na myśli jest tu ważniejsze niż znajomość języka sama w sobie.

  • Dla każdego zawodu należy się szacunek. Taki tłumacz czułby się bardzo dumny, gdyby tylko nawet na ostatniej stronie książki znalazł swoje nazwisko. Mnie by rozpierała duma 🙂 Moze trzeba o to walczyć?

  • Znam kilka osób w tym zawodzie 🙂 świetna praca, chwalą sobie 🙂 u mnie niestety z językami zawsze był problem 😛

  • Jako student anglistyki chciałem kiedyś zostać tłumaczem. Ponoć nawet nieźle mi to wychodziło. Ale gdy już zrobiłem kilka małych przekładów (nieliterackich), to zdałem sobie sprawę, że to jedno z najbardziej trudnych, frustrujących, niewdzięcznych i niedocenianych zajęć. Tłumacz musi być równocześnie psychologiem, korektorem i znawcą kultury obu krajów. A wszyscy myślą, że to takie łatwe.

  • Faktycznie, nigdy nie zauważyłam, by w internetowej księgarni przy jakiejś książce było podane nazwisko tłumacza :/. Przykra sprawa.
    Kiedyś marzyłam o byciu tłumaczem książek czy filmów. Szkoda, że to taki nieopłacalny zawód, bo jednocześnie jest bardzo pasjonujący, ale mimo wszystko trzeba myśleć, by praca była dobrze płatna.
    Post dający do myślenia i bardzo ciekawy :).
    Życzę miłego dnia!

  • Masz rację, rola tłumacza jest bardzo istotna, a często niedoceniana. W recenzjach książek zagranicznych książek często mówimy o świetnym stylu tego czy innego autora. Ale to on tłumacz przenosi ten styl na naszą mowę i warto o tym pamiętać.

  • Zgadzam się w całej rozciągłości. Niedoceniany zawód, a przecież tłumacz ma olbrzymi wpływ na treść tłumaczonej książki. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *