Wojciech Sumliński – Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego

Zanim przejdę do recenzji, uznaję za stosowne wyjaśnienie kilku kwestii dotyczących owej książki. Po pewnym czasie od wydania „Niebezpiecznych związków”, pojawiło się wiele głosów, jakoby autor książki – Wojciech Sumliński – wklejał do swojej pracy zdania innych autorów. Plagiator! Beztalencie! Oszust! – tego typu wyrażenia były używane w stronę Sumlińskiego. Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat, zacząłem czytać. Przeanalizowałem wiele artykułów na różnych portalach, od Newsweeka, przez Niezależną do wPolityce. Do jakiego doszedłem wniosku?

Wojciech Sumliński rzeczywiście w swojej książce, zawarł bardzo dużą ilość zdań z dzieł innych autorów, czasem zmieniając tylko dane. Przeciwnicy Sumlińskiego znaleźli stosunkowo sporo takich przykładów. Sam autor, nigdy nie ukrywał, że często inspiruje się kryminałami. Uważam jednak, że mimo tego, Sumliński nie powinien zamieszczać tego typu treści. Takie „zagrania” miały na celu podbudowanie akcji i zwiększenie napięcia. Wyszło to dobrze, co nie zmienia mojego zdania na ten temat.

Co mogę powiedzieć na koniec? Z pewnością nie powiem, że to było… niezręczne. Według mnie, cała ta historia została stworzona, aby za wszelką cenę przedstawić autora w złym świetle, przez co starano się udowodnić, że Sumliński jest niewiarygodnym świadkiem (czytelnicy książki mogą powiedzieć „znowu?”). Sumliński nie krył, że takimi zabiegami się posługiwał. Czy postąpił dobrze? Zostawiam ocenę Wam. Gdyby był to plagiat w czystej postaci, Sumliński popełnił by przestępstwo i postawiono by mu zarzuty. Do tej pory jednak Sumliński nie usłyszał żadnych.

A czy informacje zawarte w książce są prawdziwe? Gdyby takie nie były, oskarżane w książce osoby, wystąpiłyby na drogę sądową. Na razie jednak, nikt specjalnie się do tego nie przymierza.

Z pewnością każdy może mieć odmienne zdanie na ten temat. Ja w swojej recenzji oczywiście ominę wszelkie zagadnienia związane z polityką i skupię się na sprawach czysto książkowych.

Zamiarem autora było stworzenie thrillera politycznego, co wyszło mu nie najgorzej. Czytając, mamy wrażenie, że to rzeczywiście książka sensacyjna i musimy się kontrolować, aby nie zapomnieć, że to literatura faktu.

Niestety, czasem autor zbyt intensywnie przytacza akta pewnych spraw i zamiast podsumować je w kilku stronach, rozpisuje się o nich, poświęcając im prawie cały rozdział. Z jednej strony to dobrze, że chce nam przybliżyć całość, ale większość i tak zapamięta tylko te najistotniejsze szczegóły, pomijając resztę. W dodatku w tych aktach pojawia się mnóstwo skrótów i nazw, które przeszkadzają w czytaniu. Ciężko skupić się na treści, gdy wszędzie „latają” cudzysłowy i skróty pisane dużymi literami. Odpowiedniejsze byłoby zastosowanie streszczenia i opisanie tylko najbardziej znaczących faktów, wtedy przekaz bardziej „uderzyłby” w czytelnika. Jednak taki już urok fachowej literatury.

Z wyżej wymienionych powodów, analizując lekturę Sumlińskiego, czasem musimy po prostu przebrnąć przez mniej interesujące fragmenty, aby dotrzeć do sedna sprawy.

Trochę przeszkadzają również niedopatrzenia korektora Krzysztofa Borowiaka, który prawie w każdym rozdziale nie uchwycił jakiegoś błędu. Roześmiałem się, gdy zobaczyłem, że w pewne zdanie wkradła się bezpodstawnie… cyfra 3.

Kilkukrotnie spostrzegłem, że autorowi w swojej książce, zdarzyło się powtarzać pewne wyrażenia. Przykładowo w pierwszej połowie swojej pracy użył sformułowania „nie należę do strachliwych, lecz wiem, kiedy trzeba się bać – najlepsza ku temu okazja nadarza się wówczas, gdy człowiek dowiaduje się, że ma do czynienia z czystym złem”. Później, użył go ponownie, tym razem pisząc ,,nie należę do strachliwych, lecz wiem, kiedy trzeba się bać – najlepsza po temu okazja jest wówczas, gdy człowiek uświadamia sobie własną bezsilność. A najlepszy dowód na moją bezsilność otrzymałem kilka dni temu – i właśnie przed chwilą. Dlaczego tak robił? Pewnie zapomniał, że tym stwierdzeniem już się posłużył. Bo to zdanie jest prawie żywcem wyjęte z książki MacLeana. Mimo sympatii jaką darzę Wojciecha Sumlińskiego, muszę przyznać, że jest to przykład prawdziwej niefrasobliwości autora.

Pomijając te mankamenty można by stwierdzić, że książka napisana została poprawnie. Sumliński zgromadził ogromną liczbę dowodów, które z łatwością popierają jego tezy. Widać, że jak przystało na dziennikarza śledczego, był doskonale przygotowany do napisania swojej książki. Nie miałbym serca, gdybym nie pogratulował mu za odwagę, mimo licznych przeszkód i zagrożenia życia, autor tę książkę stworzył, mając nadzieję, że jego praca nie pójdzie na marne. ,,Pamiętaj – nic nie ginie” – pisze autor na zakończenie. Mieszanka elementów dobrego kryminału z  literaturą faktu na wysokim poziomie, sprawiła, że książkę można ocenić pozytywnie. Wiadomo bowiem od dawna, że w gatunku, który uprawia Wojciech Sumliński, najważniejsza jest treść, cała reszta schodzi na boczne tory.

Ocena 6,5/10

 

Wojciech Sumliński - Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego - okładka

 

 

 

 

 

9 thoughts on “Wojciech Sumliński – Niebezpieczne Związki Bronisława Komorowskiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *