Neil Gaiman – Gwiezdny Pył

O tym, że książka skrywa w sobie wiele tajemnic, można było się domyślić po samej okładce, którą grafik stworzył w taki sposób, że na pierwszy rzut oka ciężko odczytać sam tytuł. Jednak po dłuższej analizie, dostrzegamy mniej widoczne szczegóły i wszystko nabiera głębszego sensu.

Gwiezdny Pył opowiada o przygodzie Tristrana Thorna, który aby zdobyć uznanie swojej ukochanej, przyrzeka przynieść jej gwiazdę, której upadek oglądali razem pewnej nocy.

Aby mógł spełnić obietnicę musi udać się do Krainy Czarów. Trzeba bowiem wiedzieć, że Młody Tristran jest mieszkańcem Muru – miasteczka, którego nazwa absolutnie nie jest przypadkowa. Znajduje się tam mur, który jest granicą między światem ludzkim, a światem czarów. Raz na dziewięć lat, na pograniczu obu krain, odbywa się jarmark, podczas którego ludzie handlują z mieszkańcami magicznego świata.

Tristran Thorn podejmuje decyzję i wyrusza na poszukiwanie upadłej gwiazdy…

Książka składniowo przypomina baśń. Chwytając ją do ręki  i czytając pierwsze strony, odnosi się podobne wrażenie. Najprawdopodobniej taki właśnie był zamiar autora. Lektura bardzo przypomina historie opowiadane dzieciom na dobranoc, typu ,,Dawno, Dawno temu…”.  Poszczególne wątki często nie są przez Gaimana rozwijane, ale podsumowywane w kilku treściwych zdaniach.

Gwiezdny Pył składa się z jednego wątku głównego, który opowiada o Tristranie, ale jest też kilka innych, których czas akcji pokrywa się z czasem wątku głównego. Oprócz tego nie brakuje także opowiadań wspomnieniowych.

Jest to baśń, więc musimy się spodziewać zakończenia charakterystycznego dla tego gatunku. Co nie znaczy, że jest ono przewidywalne – wręcz przeciwnie.

Jeśli chodzi o sprawy czysto estetyczne to mogę dodać, że czcionka jest stosunkowo duża, a wydawca dodał do książki wstążkę, którą możemy zaznaczyć miejsce, w którym skończyliśmy czytać (tylko patrzeć jak się rozpruje).

Po przeczytaniu Gwiezdnego Pyłu możemy również zapoznać się z niepublikowanym wcześniej prologiem książki, którego wydarzenia miały się dziać na długo przed narodzeniem Tristrana. Jednak z powodów bliżej nieznanych Gaiman go nie dokończył i najprawdopodobniej już nigdy tego nie zrobi.

Na samym końcu znajdują się jeszcze krótkie opisy innych książek autora. Całkiem dobry pomysł na wypromowanie jego książek, moim zdaniem taki zabieg powinien być stosowany we wszystkich lekturach.

Niestety, czasem pisarz zbyt szybko zmienia wątki i dość szybko można się pogubić. Nader często musiałem cofać się, aby zrozumieć o czym właściwie czytam. To sprawia, że książki nie chłonie się zbyt szybko, co jest nieco zaskakujące, wszakże ma ona niecałe dwieście stron.

Gwiezdny Pył to zdecydowanie bardzo dobrze napisana książka. Mimo, że wydaje się ona trochę chaotycznie stworzona, to gdyby rozłożyć ją na ,,czynniki pierwsze”, doszlibyśmy do wniosku, że Neil Gaiman doskonale wiedział co robi. Połączenie powieści fantastycznej z baśnią dało doskonały efekt. Aczkolwiek momentami książka traci spójność, ponieważ autor zbyt szybko przeskakuje z jednego wątku do drugiego. Za to doskonale ukazany został kontrast, między światem realnym, a baśniowym. Dzięki temu książka ma wyjątkową, magiczną aurę. Spodoba się każdemu, niezależnie od preferowanych gatunków. Niezwykle oryginalna.

Ocena 8,5/10

 

 

 

12 thoughts on “Neil Gaiman – Gwiezdny Pył

  • Przeczytałam wiele lat temu – bardzo dobra, kochana, ciepła powieść. I choć ma pewne niedociągnięcia to Neil Gaiman jest bardzo dobrym pisarzem, a w swoim gatunku jednym ze współczesnych mistrzów. Cóż, przynajmniej dla mnie. 🙂 Zdecydowanie polecam też jego opowiadania – „Dym i Lustra” – jeśli jeszcze ich nie znasz, choć wiele z nich ma odmienny klimat od „Gwiezdnego Pyłu”.

    • O podanych przez Ciebie opowiadaniach nie słyszałem, ale po przeczytaniu Twojego komentarza, zainteresowałem się książką i doszedłem do wniosku, że z chęcią zapoznałbym się z jej treścią.

  • Uwielbiam Gaimana, choć „Gwiezdny pył” mam jeszcze przed sobą 😀 Do moich ulubionych należą „Amerykańskich bogów”, których bardzo polecam 😀

  • Przyznam szczerze, że nie czytałam jeszcze żadnej książki Gaimana. Jakoś się rozmijamy, mimo że Amerykańscy bogowie goszczą na mojej liście pozycji do przeczytania już stosunkowo długo. Ciekawe kiedy zetną się nasze ścieżki.

  • Cały czas zastanawiam się czy sięgnąć po Gaimana. Może w końcu trzeba będzie to zrobić, bo wszędzie natykam się na dobre recenzje jego tytułów. A tak w ogóle pamiętam, że pierwszym co mnie zainteresowało w jego książkach były właśnie okładki. Świetnie zaprojektowane. Wybijają się na tle innych pozycji. Potem natrafiłem na wzmiankę, że wydaje on „Mitologię Nordycką”, która sama w sobie mnie dość mocno interesuje. Tak więc wydaje mi się, że chyba najpierw się skuszę na to, a jak spodoba mi się jego styl pisania, to wtedy zabiorę się za resztę pozycji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *