Marcin Mortka – Dom Pod Pękniętym Niebem

O czym będziesz marzył w dzień po końcu świata? To pytanie mogą sobie zadać bohaterowie książki Marcina Mortka, Dom Pod Pękniętym Niebem. Siedmioro nastolatków w towarzystwie indiańskiego przewodnika wybiera się w góry Nevady na wycieczkę. Ich sen przerywają tajemnicze wstrząsy. Kiedy wychodzą z namiotów, Heather – siedemnastoletnia prymuska i wolontariuszka udzielająca się w szkolnej gazetce i pomagająca psom w schronisku, zauważa dziwny cień. Początkowo nikt nie chce jej wierzyć, lecz przewodnik Casey Parker, potwierdza, że w okolicy dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Przestraszona grupa chowa się w namiotach i zasypia… Gdy się obudzą, nic już nie będzie takie same.

Dom Pod Pękniętym Niebem, jest dobrą alternatywą dla miłośników fantastyki zagranicznej. Mimo stereotypów śmiało można stwierdzić, że poziomem niczym nie odbiega od światowych bestsellerów. Jak to mówią – ,, cudze chwalicie, swego nie znacie”.

Osoby, które nie zapoznały się głębiej z tematyką lektury, mogą być zaskoczeni, że książka niczym nie przypomina zwykłej przygodowej opowieści, ale zawiera elementy fantastyczne oraz horroru. Mało wyrafinowanego, gdyż książka, z założenia autora, nie ma straszyć.

Po przeczytaniu stu stron czytelnik może być zachwycony. Fabuła z początku jest bardzo przejrzysta i zrozumiała, jednak w którymś momencie dzieje się z nią coś niedobrego. Irytujące coraz mniej racjonalne wytłumaczenia poszczególnych wydarzeń i ogólny zamęt w przebiegu wydarzeń powoduje, że zamiast skupić się na akcji, staramy się zrozumieć sens kolejnych zdań. Bohaterowie odkrywają coraz to bardziej tajemnicze zagadki, ale z nieznanych  szerzej powodów, Marcin Mortka w kolejnych rozdziałach zupełnie o nich zapomina. Tak jak w większości książek tego typu takie momenty diametralnie zmieniają poczynania i sposób myślenia bohaterów, to czytając  Dom Pod Pękniętym Niebem, wydawało mi się, że autor pisząc zasnął w pociągu, a gdy się obudził – zgubił wątek. Pod koniec trochę nieudane zabiegi autora, które miały zwiększyć napięcie, lekko odbierają ochotę na czytanie.

Fani tego gatunku mogą być usatysfakcjonowani, ale ja czuję lekki niedosyt. Książka urywa się, gdy akcja jest już zupełnie niejasna i czytelnik nie ma bladego pojęcia,  o co chodzi. Aż prosi się o przeczytanie całej trylogii, bo taka trylogia istnieje!  Pomimo wielu niedomówień, polecam tę lekturę, gdyż może być ona alternatywą nawet dla samych Igrzysk Śmierci.

Ocena 8/10

p1030743

p1030744

 

 

12 thoughts on “Marcin Mortka – Dom Pod Pękniętym Niebem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *